2/7/26

Stella Rose: "Uwielbiam występować na scenie" [WYWIAD]

Niecałe dwa lata musieliśmy czekać, by Stella Rose wróciła do Polski. Tym razem gościliśmy ją na solowym wyprzedanym koncercie w poznańskim klubie Pod Minogą. Nowa twarz nowojorskiego undergroundu i jedno z najbardziej intrygujących objawień mrocznej alternatywy ostatnich lat - Stella Rose, córka Dave’a Gahana z Depeche Mode, opowiedziała nam o swoich wrażeniach z dotychczasowych koncertów, o graniu w ciasnych klubach i emocjach towarzyszących powrotowi do Polski!

Wiktor Fejkiel, Winiary Bookings: Ostatnim razem jednak jak nas odwiedziłaś, miałaś przyjemność supportować A Place to Bury Strangers. Jak wspominasz tamte koncerty?

Stella Rose: - Pozostawiły we mnie naprawdę dobre wspomnienia. Miałam dużo frajdy z supportowania takiego zespołu jak A Place to Bury Strangers. To też było dla mnie bardzo wartościowe, bo nauczyli mnie wielu rzeczy na temat bycia w trasie koncertowej. Ale tak, to były świetne koncerty, które do dziś bardzo dobrze wspominam.

Widzisz sporą różnice między twoim graniem koncertów wtedy a teraz?

- Ogromną - zaczynając od tego, że wówczas występował w formacie “solo act”, gdzie oświetlenie tak naprawdę było dużą częścią mojego show. Teraz natomiast, choć oczywiście nadal dbamy o dobrą oprawę sceniczną (śmiech), mogę koncertować z zespołem - z perkusistą i basistą. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak wiele może to zmienić - wizualnie, brzmieniowo, wszystko nabrało teraz silniejszej energii. Aczkolwiek wiesz, samo posiadanie innych ludzi obok siebie na scenie, czy poza nią, jest ogromną frajdą.

Jak czujesz swój materiał z EPki “Hollybaby” grany na żywo?

- Piosenki z tej EPki zdecydowanie lepiej brzmią na żywo, niż nagrane w studio. Pod względem śpiewu, brzmienia gitar - wszystko ma inną energię. Ta obecność żywych instrumentów też nadaje trochę ciężaru w brzmieniu, które osobiście uwielbiam.

Zgodzisz się więc, że ten gatunek, który swoją twórczością reprezentujesz, jest niemal stworzony do koncertowania…

- Mam taką nadzieję (śmiech). Uwielbiam występować na scenie, każdego wieczoru uczę się czegoś nowego i zyskuję sporo doświadczenia. Nie bez powodu moim największym marzeniem jest móc dalej robić to co robię i grać z koncertu na koncert dla jak największej liczby osób. Choć często ludzie mnie pytali, czy nie chciałabym grać na większych obiektach - ale sold out, to sold out (śmiech). Plus ta kameralność, bliskość z publicznością, możliwość swobodnego wyjścia po koncercie do ludzi - to coś, co sprawia mi ogromną przyjemność.

Czyli śmiało można stwierdzić, że wolisz te ciasne, duszne kluby, gdzie bariera między tobą a fanami praktycznie nie istnieje, niż przykładowo wielkie festiwalowe sceny?

- Hmmm, to też zależy. Graliśmy ostatnio w austriackim Graz, w kawiarni na 60 osób, bez sceny, w rogu pokoju - ludzie byli dosłownie przed moją twarzą. No i tamten koncert zapoczątkował moje noszenie okularów przeciwsłonecznych na koncertach (śmiech). Choć dotychczas tego nie robiłam, to poczułam potrzebę “trzymania dystansu”. Ale paradoksalnie to i tak był jeden z moich ulubionych koncertów do tej pory - mało, ale niezwykle intymny. Pozytywną stroną grania na większych obiektach jest to, że dźwięk po sali może poruszać się zupełnie inaczej - w małych klubach jesteś mimo wszystko znacznie bardziej ograniczony ze względu na specyficzną akustykę. 

Masz swój ulubiony numer do grania na żywo? Taki, który znacznie wolisz w wersji koncertowej?

- Obecnie jedną z moich ulubionych piosenek do grania jest nowa, jeszcze niewydana. Nazywa się ”Cruel” i na pewno pojawi się na nowej płycie, która powinna się ukazać jeszcze w tym roku. Ten numer ma naprawdę fajny, skoczny klimat - do tego mój zespół bardzo lubi ją grać. Ale może to dlatego, że jest nowa, wydaje mi się taka ekscytująca - choć widzę, że ludziom również się podoba.

“Cruel” to wyjątek, czy lubisz grać swoje niewydane numery, by sprawdzić jak się sprawdzą przed premierą?

- Ogromnie mnie ekscytuje granie nowej muzyki, właśnie by zobaczyć jak ludzie na nią zareagują. Publiczność też to ekscytuje, że mogą przyjść na koncert i usłyszeć coś nowego - coś więcej, niż to, co mogą puścić sobie na streamingach w domu u siebie. Natomiast też jest tak jak mówisz - lubię testować sobie rzeczy - czy się podoba ludziom, czy nie ma tutaj zbyt wielu słów, czy ilość “interaktywnych” momentów (gdzie publiczność może odśpiewać coś ze mną) się zgadza. Aczkolwiek gdyby to zależało ode mnie, wydawałabym numery tak po prostu - bez masteringu, miksu i tego wszystkiego. 

Jakie emocje ci towarzyszą przy powrocie do Polski?

- Same pozytywne. Nie wiem czy wiesz, ale nasz basista Adam jest Polakiem i mówi po polsku, więc to bywało kilkukrotnie pomocne (śmiech). Natomiast tak, jestem niezwykle szczęśliwa, że mogę ponownie tu zagrać.

Masz już jakieś muzyczne plany po skończeniu europejskiej trasy koncertowej?

- W Stanach Zjednoczonych nie grałam zbyt wiele - w zasadzie to tylko sporadyczne koncerty w Nowym Jorku i Kalifornii. Mam nadzieję, że uda się to zmienić, bo czuję, że jest tam sporo moich fanów, którzy gotowi są usłyszeć te numery na żywo. Ale naprawdę podoba mi się granie w Europie. A później co… liczę na kilka fajnych festiwali - no i trasa po wrześniowym nowym krążku. 

© Copyright Winiary Bookings 2024

© Copyright Winiary Bookings 2024