„Identyfikuję się z Marysią, ale czasem jej nie lubię” – wywiad z Mery Spolsky

16 czerwca 2021
„Identyfikuję się z Marysią, ale czasem jej nie lubię” – wywiad z Mery Spolsky

Mery Spolsky opowiada nam, jak to jest być Marysią, czy jej życie jest naprawdę takie ponure i czarno-białe oraz dlaczego postanowiła poruszyć w swojej książce tyle kontrowersyjnych kwestii. W naszej rozmowie nie zabrakło również tematów muzycznych. 

Mery Spolsky ponownie debiutuje. Książka Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj właśnie ujrzała światło dzienne!

Mery Spolsky przyodziała perukę z czarną grzywką i w ten sposób weszła w postać Marysi. Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj to odważny i szczery literacki debiut wokalistki, która ma już na swoim koncie sporo muzycznych sukcesów. Jednak jej dwa dotychczasowe albumy: Miło było pana poznać oraz Dekalog Spolsky okazały się zbyt ciasne do opowiedzenia pewnych historii, które artystka postanowiła spisać na papierze.

Mery Spolsky książka Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj
Mery Spolsky – „Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj”, okładka książki

Mery Spolsky – wywiad

Weronika Szymańska: Dużo u Ciebie współprac ostatnio. Rozmawiamy dosłownie chwilę po premierze Twojego najnowszego singla z Sariusem, który jest niemałym zaskoczeniem. Co prawda z hip-hopem przecinałaś się już nie raz, ale Sarius jest kojarzony raczej z bardziej rasowym, refleksyjnym rapem, a Wam wyszedł prawdziwy hicior!

Mery Spolsky: Sama jestem w szoku, że Sarius zaprosił mnie na swoją płytę. Ja też postrzegałam go zawsze, jako artystę pełnego mroku, a ten utwór jest bardzo lekki, ma kolorowy teledysk i co najważniejsze – to wszystko jest wizją Sariusa. Fajnie, że mogłam wziąć udział w tej jego przebojowej odsłonie.

To ciekawe, bo słuchając tego kawałka miałam wrażenie, że przebija się w nim więcej Twojej stylistyki.

Mery Spolsky: Oczywiście swoją zwrotkę napisałam sama, ale nie było tak, że pracowaliśmy nad tym kawałkiem we dwójkę od zera i razem wpadliśmy na pomysł, żeby był lżejszy. Sarius odezwał się do mnie z tym bitem i sama byłam nim pozytywnie zaskoczona. Co do wizji klipu, w którym jesteśmy królikami doświadczalnymi w małym telewizorku – to też była inicjatywa Sariusa. Podkreślam to, bo zawsze mi się kojarzył z wizerunkiem groźnego wikinga, a tu zgodził się bez problemu włożyć fioletowe spodnie.

Sarius feat. Mery Spolsky – Testy

No i współpraca z Ewą Farną! To też niemałe zaskoczenie.

Mery Spolsky: Faktycznie, choć to na razie tajemnica. Powiem tylko, że będziemy miały pewną współpracę, ale oddaję pałeczkę do dzielenia się tym wszystkim Ewie, bo to jej płyta. Cieszę się, że zaprosiła mnie do tej współpracy i bardzo jej kibicuję! Kawałek Ciało wraz z klipem bardzo mnie urzekł.

Mery Spolsky: „Siedzi we mnie ta cała Marysia”

Przejdźmy do głównego wątku tej rozmowy, czyli Twojej książki. Przeczytałam ją do ostatniej kroki i zastanawiam się jak mamy ją w ogóle odbierać. Czy to jest książka biograficzna, Twój dziennik, pamiętnik, a może jakaś totalna fikcja literacka?

Mery Spolsky: Absolutnie nie jest to książka biograficzna. Co prawda nazywam to pamiętnikiem 26-latki, ale wszystko jest pisane przez pryzmat fikcyjno-literacki. Jest tam dużo wierszy, czy gier słownych i nie chciałabym, żeby wszystko było w 100% łączone ze mną. Dlatego też powstała postać Marysi, przyodziewającej czarną grzywkę, pod którą czasem chowa bardzo czarne myśli. Jest zamknięta w czterech ścianach, pisze o czym myśli, nawet o tych najbardziej kapryśnych i wstydliwych refleksjach, jakie przychodzą jej do głowy. Oczywiście, trochę się to pokrywa z moim charakterem i moimi przemyśleniami, ale to nie jest książka o Mery Spolsky, tylko o tej Marysi.

Wszystko co tam piszę jest bardzo szczere. Marysia czasem nie lubi siebie, czasem nie lubi świata, jednak na końcu dochodzi do wniosku, że to głupie i że chce lubić siebie i chce lubić świat. Zostawiam jednak otwarte zakończenie, żeby czytelnik sam sobie dopowiedział czy historia tej postaci kończy się przez to, że kończy się książka, czy jest to bardziej artystyczne odejście w kontekście tytułu.

No właśnie, zastanawiałam się też przez cały czas, na ile Ty się identyfikujesz z Marysią?

Mery Spolsky: Bardzo się identyfikuję z Marysią, ale czasem jej nie lubię, bo uważam, że za bardzo bluźni na to, co ma i nie docenia swojego życia. Wszystkie rzeczy, które tam opisuję, takie jak moja relacja z samą sobą, czy z mamą, za którą tęsknię, są oczywiście oparte na moich osobistych przeżyciach. Ci, co mnie dobrze znają będą doskonale wiedzieli, że sytuacje, które tam opisuję faktycznie miały miejsce. Mimo wszystko nie można nazwać tej książki autobiografią, bo nie jest to lista faktów, które się wydarzyły w moim życiu, tylko wybrane i poetycko ukryte fabuły. Chyba jeszcze nie czas na autobiografię i w zasadzie nie wiem, czy kiedykolwiek będzie na to czas. Chyba że zrobię jak Salvador Dali, który napisał na koniec biografię, w której wytłumaczył  wszystkie swoje szalone wizje, na przykład: skąd jego upodobanie do kształtu jajka, i tak dalej.

Mery Spolsky Jestem Marysia i chyba się zabije dzisiaj wywiad
Mery Spolsky, fot. Piotr Porębski

Mery Spolsky: „Mimo bycia pozytywną osobą, też miewam czarne myśli”

Muszę przyznać, że jestem po tej lekturze dość zmieszana, bo znam Cię ze sceny jako tryskającą pozytywną energią osobę, a w tej książce jest dużo takich rzeczy, jak płacz w poduszkę, niemożność pogodzenia się z bolesnymi traumami, złość… Czuję się, jakbym poznała zupełnie innego człowieka.

Mery Spolsky: Stąd też taki tytuł – Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj. Ta książka ukazuje momentami tę mroczniejszą stronę mnie, mimo bycia osobą energiczną, wesołą, pełną życia, pozytywną. Chciałam w ten sposób podkreślić, że nikt z nas nie jest zero jedynkowy. Jesteśmy czasami skrajni i mamy zmienne myśli. Jednego dnia można być pewną siebie osobą, spełniającą swoje marzenia, a innego dnia można leżeć pod kołdrą, łkając i zastanawiając się, czy życie ma sens. Takie skrajności cały czas się w tej książce przeplatają, bo moje życie też jest czarne i białe – stąd te dwa kolory, tak mocno eksploatowane w wizerunku Marysi. Napisałam to, żeby poczuć solidarność z osobami, które być może mają podobnie i dodać im trochę otuchy. Mi też jest czasem ciężko uwierzyć, że mój przyjaciel, na co dzień pełen energii i werwy, może mieć jakieś gorsze myśli. Okazuje się, że każdy je ma i świadomość, że nie jestem w tym sama dodaje mi otuchy. Stąd ta moja mroczniejsza strona, choć książka jest wciąż utrzymana w wesołym duchu i nie brakuje w niej żartu i humoru. Czasami czarnego.

Mery Spolsky: „Kręci mnie ekshibicjonistyczny styl pisania”

Momentami czułam się też jakbym czytała coś, co nie powinno trafić w moje ręce. Jakiś bardzo intymny pamiętnik, w którym nie brakuje pikanterii i seksualności.

Mery Spolsky: To urocze w pamiętnikach, że możesz w nich napisać wszystko, nawet jeżeli sama przed sobą się tego wstydzisz. Oczywiście miałam świadomość, że chcę to wydać i nie tylko ja to przeczytam, ale kręci mnie taki ekshibicjonistyczny styl pisania, możliwość przelewania myśli z głowy na papier dokładnie tak, jak czujesz i nie cenzurowanie tego. Cenzurowanie sprawia, że myśli tracą ten pierwiastek wstydliwości i stają się cieliste. Jako, że wykreowałam postać Marysi, to stwierdziłam, że mogę sobie na taki ekshibicjonizm pozwolić.

Taki sposób wyrażania siebie ułatwia też odbiorcy możliwość zidentyfikowania się z treścią. Nagle okazuje się, że Mery Spolsky, podobnie jak masa ludzi na całym świecie, też nie lubi wydawać kasy na ekskluzywną lampkę wina nad morzem. Piwo z kija za piątaka też będzie ok. A potem oczywiście siku w krzakach obok i niech rzuci kamieniem ten, kto tego nigdy nie robił!

Mery Spolsky: To są zupełnie ludzkie rzeczy. Lubię odczuwać, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, miewamy gorsze humory, nastroje, promujemy modę na brzydotę, pokazujemy się z fałdką na brzuchu i chodzimy czasem w te krzaki, bo nie opłaca się stać w kolejne w Sopocie i wybulić 5 złotych za brudną toaletę. Sama lubię czuć, że inni twórcy są dla mnie na wyciągnięcie ręki i nie mamy przed sobą żadnej bariery zajebistości, która tak naprawdę nie istnieje.

Mery Spolsky Jestem Marysia i chyba się zabije dzisiaj wywiad
Mery Spolsky, fot. Piotr Porębski

Mery Spolsky przyznaje, że też tak ma

Mam nadzieję, że ten sposób narracji powoli zanika, ale myślę że ta książka może też mieć ważną rolę społeczną z tego względu, że artystów często wystawia się na piedestał nietykalności i idealności, a Twoja książka ukazuje Cię jako normalnego człowieka, który niczym się nie różni od swoich fanów. Być może nawet czasem robi jeszcze większe przypały. 🙂

Mery Spolsky: Bardzo sobie cenię, kiedy czytam coś i wiem, że to mogła być faktyczna myśl autora, który zadał się na odwagę, aby powiedzieć, że „też tak ma”. Jest w tym jakaś szczerość, która łapie mnie za serce, dlatego też sobie na to pozwoliłam, z całą świadomością, ze niektórzy mogą to odebrać jako „too much”. Myślę sobie wtedy – co z tego? Taka jestem! Bardzo imponuje mi na przykład to, co Ralph Kaminski robi na swoim Twitterze, gdzie czasem palnie coś, co myśli i niektórzy się z tym absolutnie nie zgadzają, ale znowu – co z tego? Jest sobą, wyraża swoje zdanie i niech każdy ma do tego zdania prawo. Imponuje mi też retoryka Katarzyny Nosowskiej, która jest moją wielką idolką i była sporą inspiracją przy pisaniu tej książki. Napisałam nawet tekst o tym, że nie umiem mówić nie i Nosowska coś o tym wie. Ona też pozwala sobie na bardzo odważne wyznania. Dzięki temu czuję się z nią bliżej.

Do wszystkich dziewczyn, dziewczynek, lalek, kobiet, bogiń i królewien i tych, którzy zastanawiają się, czy wszystko z nimi w porządku

Zastanawiałaś się może dla kogo jest ta książka?

Mery Spolsky: Żartuję, że ta książka jest dla ludzi i dla Lolka, mojego psa, który też doczekał się swojego wiersza, bo na pewno się do niej dorwie i ją zje. 🙂

Czuję, że dużo dziewczyn mogłoby odnaleźć w niej pewne słowa wsparcia. Dużo jest tam dziewczyńskiego Powera. Napisałam nawet tekst „Do wszystkich dziewczyn, dziewczynek, lalek, kobiet, bogiń i królewien”, bo wiem jak to jest móc czasem wszystko, a drugiego dnia czuć się jak gruby wieloryb. Każda z nas ma takie skrajności. Myślę, że książka jest też dla osób, które szukają odpowiedzi na to, czy wszystko z nimi w porządku. Ja też non stop szukam tej odpowiedzi.

Mi się wydaje, że ona może być też dla ludzi, którzy uważają, że chcieliby zostać Twoimi przyjaciółmi, bo jest bardzo weryfikująca i może podzielić Twoich fanów na tych, którzy po lekturze zostaną z Tobą już na zawsze i na tych, którzy jednak podziękują za tę znajomość. 🙂

Mery Spolsky: Coś w tym jest, bo jak wysłałam mojemu przyjacielowi kilka tekstów do przeczytania, to powiedział, że poczuł się jakby siedział ze mną na schodkach nad Wisłą i rozmawiał po 23:00 z winem w ręku, że jest to obdarte ze wszystkich kurtuazji. Trochę mi o to chodziło, szczególnie w tekście Trapowe opowiadanie, gdzie przedstawiam się i mówię kawa na ławę co lubię, czego nie lubię, co mnie wkurza, a co mi imponuje. Po takim czymś wyrabiasz sobie zdanie o człowieku. Napisałam to z pełną odpowiedzialnością i wiem, że po przeczytaniu tej książki może mi nie przybyć wielu znajomych, ale jak już przybędą to będą konkretni.

Mery Spolsky Jestem Marysia i chyba się zabije dzisiaj wywiad
Mery Spolsky, fot. Piotr Porębski

Autoterapeutyczna rola pisania

O ile w piosenkach jesteś odważna i często uważana nawet za kontrowersyjną, tak w książce już zupełnie się otworzyłaś. Jestem pełna podziwu, bo jest tu naprawdę sporo osobistych i trudnych rzeczy. Pisanie o nich było dla Ciebie w jakiś sposób terapeutyczne?

Mery Spolsky: Odświeżanie wspomnień związanych z utratą mojej mamy, ale też tych, z czasów kiedy żyła i miałyśmy naprawdę cudowny kontakt, najbliższy, jaki mi się trafił w życiu, było bardzo autoterapeutyczne i przyjemne. W ogóle pisanie tej książki działało na mnie, szczególnie w czasie pandemii, jak odtrutka na wszystkie smutki i polecam każdemu pisać, bo takie przelewanie na papier pozwala zamknąć wiele tematów. Sama czytając coś, gdzie ktoś się pruje z wnętrzności, odczuwam pewnego rodzaju wzruszenie i wyzwolenie. Inspiracją były dla mnie wiersze, które wielu artystów pisze do swoich zmarłych bliskich, chociażby Tadeusz Różewicz i jego tomik Matka odchodzi, w którym autor rozlicza się ze swoją mamą, której już nie ma. Czytając to odczuwam taką miłą tęsknotę i taka też była moja intencja, żeby nie zasmucić i nie wprowadzić czytelnika w stan depresyjny, tylko wspólnie powspominać i poczuć jakąś nostalgię. Mam nadzieję, że to rezonuje w tych tekstach.

Stąd też taki tytuł, który ma dać do myślenia, że z jednej strony można się cieszyć życiem i kochać wszystko, co jest dookoła, ale czasem jedno okropne wspomnienie potrafi Ci to zburzyć w sekundę. To są ciężkie sprawy, ale warto o nich mówić i uleczać się z nich w ten sposób. Było trochę terapii w tym procesie. Choć na prawdziwej terapii na razie nie zawitałam, o czym zresztą też jest tekst.

Trochę sobie nastawiasz karku, pisząc w dobie oswajania ludzi z terapią: „Co za kretyn wymyślił taką rzecz, że kiedy jest Ci źle, to idziesz do obcego człowieka, zapadasz się w wielkiej kanapie i mówisz rzeczy najciemniej ulokowane pod własną kopułą?”.

Mery Spolsky: Ta książka na pewno nie jest poprawna politycznie i nie może taka być, bo jest pamiętnikiem. Jednak z tego tekstu bije też przekaz, że dbanie o swoją głowę jest ważne. Sama tego potrzebowałam i z tej potrzeby poszłam na terapię, ale swoje osobiste doświadczenie miałam do dupy. Trafiłam na osobę, która już przy wejściu stworzyła barierę i to wpłynęło na cały mechanizm myślowy, że otworzenie się przed takim człowiekiem nie będzie możliwe. Wychodząc z tej wizyty, jedyne, co czułam, to właśnie ta myśl, że co za kretyn wymyślił taką opcję, że idziesz gdzieś, do kogoś kogo nie znasz i masz mu mówić swoje najciemniej ulokowane myśli i przeżycia. Jeżeli ktoś odbierze ten tekst jako negatywne podejście do terapii, to myślę, że go nie zrozumiał. To jest moje jedno subiektywne doświadczenie, które opisuje w żartobliwym tonie.

Mery Spolsky Jestem Marysia i chyba się zabije dzisiaj wywiad
Mery Spolsky, fot. Piotr Porębski

Mery Spolsky na Pride Month – „Kocham po prostu ludzi!”

Myślę, że to w ogóle dobry moment na premierę tej książki, bo mamy Pride Month i o ile nie piszesz stricte o tematyce LGBTQ+, to jest tu sporo o tolerancji i akceptacji.

Mery Spolsky: W książce mówię o tym, że moje preferencje są damskie i męskie. Kocham po prostu ludzi, kocham to, kiedy ludzie mają do siebie szacunek, kiedy się doceniają, kiedy patrzą na siebie i mają ochotę powiedzieć sobie coś miłego, i faktycznie to wszystko kryje się pod słowem tolerancja. Jest tam sporo o miłości między ludźmi, o tym, że powinniśmy się wzajemnie kochać, szanować i absolutnie nie wstydzić się swoich preferencji, również seksualnych. Sama, jako Marysia, odkrywam się ze swoich różnych doświadczeń randkowych i doświadczeń z relacjami, w których mam różne upodobania. Tak, jak powiedziałaś, jest tam też trochę erotyki, bo uważam, że to są tematy, których nie powinniśmy się wstydzić. Często aspekt seksualny i miłosny to coś, co buduje cały ten świat.

Mery Spolsky w świecie literatury. Wygląda na to, że na debiucie się nie skończy!

Jakie uczucia towarzyszą Ci przed premierą? Duma, stres?

Mery Spolsky: Ekscytacja, euforia i strach, bo pierwszy raz w życiu wydaje książkę. Mam za sobą doświadczenia płytowe, singlowe, klipowe, ale nie książkowe. Z jednej strony bardzo się cieszę, że to już, ale odczuwam też strach, bo nie mierzyłam się nigdy z taką formą. Nie mam pojęcia jaki będzie odbiór i nie mam pojęcia co będzie dalej, ale tak mi się miło to pisało, że kiedyś chętnie napiszę kolejne książki. Może jakaś fabułę, czy kryminał… Jeszcze nie wiem, ale pisanie sprawia mi ogromną radość! Miałam też okazję otworzyć własną „Księgarnię Spolsky” na jeden dzień, do której każdy mógł przedpremierowo przyjść, kupić książkę i ze mną porozmawiać. To było niesamowite przeżycie!!!

Bardzo chętnie przeczytałabym jakaś Twoją fabułę. Masz predyspozycje do tworzenia historii i światów, którymi uruchamiasz wyobraźnię.

Mery Spolsky: Fabuła to ciężka sprawa i nie czuję się jeszcze mocna w tej formie. Poza tym, to mój debiut literacki, więc myślę, że rzucanie się na fabułę, byłoby rzuceniem się na głęboką wodę. Niemniej, marzy mi się to, bo wymyślanie historii, postaci, tworzenie punków zwrotnych i tych wszystkich zawiłych wątków, to musi być bardzo fajna sprawa. Podziwiam Jakuba Żulczyka, który potrafi to robić w taki sposób, że wchodzi się w jego świat natychmiast, czy Malcolma XD, który bardzo mnie urzekł swoimi krótkimi, fabularnymi opowiadaniami. Chętnie sama się kiedyś w tym spróbuję.

Mery Spolsky Jestem Marysia i chyba się zabije dzisiaj wywiad
Mery Spolsky i jej Księgarnia Spolsky / Facebook

Tymczasem Mery Spolsky wraca na scenę i szykuje sporo nowości

Książka, książką, ale za chwilę ruszasz w trasę koncertową. Usłyszymy na niej już coś nowego? Myślisz o nowej płycie?

Mery Spolsky: Szykujemy nowości pod kątem doznań. Koncert, który graliśmy w zeszłym roku w ramach Wirtualii, jest w całości dostępny Internecie, więc pomyślałam, że nie możemy zaserwować ludziom tego samego, z tymi samymi patentami. Nie będzie nowych numerów, bo na razie trzeciej płyty brak, dlatego muzycznie na pewno odgrzeje coś z pierwszego albumu. Mogę też zdradzić, że dodaliśmy z No Echoesem jeden instrument, więc będzie parę rzeczy, które zaskoczą. Nie mogę się już doczekać, bo naprawdę długo nie graliśmy. To jest aż niebywałe. Trochę się nawet stresuję, bo już zapomniałam jak to jest i nie pamiętam tekstów. Czasem mi się śni po nocach, że mamy jutro koncert, a ja nic nie wiem, nie pamiętam, gdzie się to wszystko odpalało, bo na naszych koncertach obsługujemy dużo sprzętów na raz. Ale na pewno będzie super! Mam tylko nadzieję, że ktoś jeszcze o nas pamięta i ma wciąż w szafie stroje w paski.

Koncerty Mery Spolsky – bilety

Bilety na koncerty artystki znajdziecie na stronie Biletomat.pl.

Pozostałe newsy