"Colourmeinkindness" - album, który zdefiniował całą erę

Szybko okazało się, że tytuł debiutanckiego krążka Basement, I Wish I Could Stay Here, był swego rodzaju ironią. Zaledwie rok po premierze stało się jasne, że grupa nie ma zamiaru stać w miejscu – czy to dosłownie, w ich rodzinnym, historycznym portowym mieście Ipswich w hrabstwie Suffolk, czy też w artystycznych ramach brzmienia emo z przełomu wieków, które zdążyli już opanować do perfekcji.

Obiecujący młody zespół mierzył znacznie wyżej, przygotowując się do nagrania przełomowego, drugiego albumu – Colourmeinkindness. Płyta ta wyniosła Basement na próg wielkiego sukcesu, choć na kilka miesięcy przed jej premierą grupa ogłosiła zawieszenie działalności. Dziś, dekadę później, wyraźny wpływ tego wydawnictwa oraz triumfalny powrót formacji są najlepszym dowodem na to, jak potężne znaczenie dla całego pokolenia miał ten album.

Cofnijmy się jednak do lata 2012 roku. Basement po raz pierwszy pojawili się na zachodnim wybrzeżu USA, by rozpocząć sesję nagraniową gorąco wyczekiwanego materiału. Zespół przyjechał jednak nieco nieprzygotowany; gitarzysta Ronan Crix twierdzi, że mieli napisane zaledwie pół płyty. Jego kolega z zespołu, Alex Henery, wspomina to jako „najbardziej chaotyczny proces pisania albumu, przez jaki kiedykolwiek przeszliśmy”. Henery dodaje, że muzycy pracowali tak ciężko i szybko, jak tylko potrafili, by dokończyć utwory – pierwszej nocy w studio nie kładli się spać do 4 nad ranem. Szalone tempo i intensywne skupienie opłaciły się: powstała ambitna ewolucja muzyczna, która splotła wątki nowoczesnego punka i emo z rozmachem klasycznego rocka gitarowego, tworząc coś świeżego i naglącego.

Na Colourmeinkindness Basement czerpał nie tylko z jednego z szczytowych osiągnięć gatunku emo – wczesnej twórczości Sunny Day Real Estate – ale także z ciężkiego, chwilami onirycznego alt-rocka lat 90. W brzmieniu słychać było inspiracje gigantami takimi jak Pixies, Silverchair czy Catherine Wheel. Wokalista Andrew Fisher idealnie wpasował się w grunge’owy model melancholijnego, refleksyjnego bohatera, analizującego toksyczne relacje, osobistą pustkę i desperacką tęsknotę, przez które tylko momentami przebijały iskry optymizmu. Od dynamicznego otwarcia „Whole”, płynnie przechodzącego w balladowy mrok „Covet”, przez pogardliwy grunge’owy „Black”, aż po kojący „Comfort” – Basement z lekkością poruszał się między różnymi stylistykami, zachowując przy tym surową energię swoich punkowych i hardcore’owych korzeni.

Zaraz po premierze Colourmeinkindness błyskawicznie podbiło serca starych i nowych fanów, jednak członkowie zespołu byli już wtedy zdecydowani na inne życiowe ścieżki. Po kilku imponujących koncertach promujących wydawnictwo, grupa zawiesiła działalność. Gdy w końcu powrócili, echo ich drugiego albumu było już wyraźnie słyszalne: wokół ich rówieśników z Balance and Composure, Superheaven czy Title Fight wyrosła prężna scena. Zespoły te przywracały alternatywnego rocka do radiostacji dla pokolenia YouTube’a, przenosząc się z małych salek do dużych klubów. Post-hardcore, shoegaze i grunge stały się powszechnymi inspiracjami dla nowych kapel punkowych i emo. Nowe składy powstawały z wyraźnym ukłonem w stronę tego rockowo-emowego brzmienia lat 90., które Colourmeinkindness uchwyciło tak brawurowo.

Wraz z tym albumem Basement zasygnalizował zmianę warty, która na kolejną dekadę ukształtowała oblicze wielkoformatowej muzyki gitarowej. Teraz, z okazji 10. rocznicy wydania płyty, rozszerzona reedycja daje szansę na ponowne odkrycie tego materiału wraz z nowymi nagraniami. Wydawnictwo zawiera alternatywne wersje i akustyczne aranżacje wielu utworów, przywodzące na myśl kultowe sesje MTV Unplugged w wykonaniu Oasis czy Nirvany. To alternatywne spojrzenie na tę samą erę, z której czerpało Colourmeinkindness – perspektywa, która rzuca nowe światło na definiujący moment w historii Basement oraz ścieżkę, na którą nieoczekiwanie skierowali swój podgatunek na następne 10 lat.

© Copyright Winiary Bookings 2024

© Copyright Winiary Bookings 2024